sobota, 17 grudnia 2016

Tatry - Czarny Staw Gąsienicowy

W tym roku byłem w Tatrach dwa razy. Biorąc pod uwagę że w ciągu ostatnich 15 lat nie byłem tam w ogóle, myślę, że to całkiem niezłe osiągnięcie. :)

W kwietniu wybraliśmy się do doliny Pięciu Stawów, zdjęcia z wyprawy możecie zobaczyć tu: Tatry - Dolina Pięciu Stawów

Tym razem wybór padł na Czarny Staw Gąsienicowy. Była połowa listopada. W Zakopanem lekki mróz, ale bez śniegu. Zaczęliśmy wędrówkę w pięknym słońcu, które niestety dość szybko przysłoniły ciemne, śniegowe chmury. Co kilkaset metrów krajobraz stawał się coraz bardziej mroźny i zimowy. Było dość ślisko i myślę, że gdybyśmy mieli raki, byłoby nam o wiele wygodniej, ale nie poddawaliśmy się i ostro parliśmy do góry. Gdy udało nam się dojść do Przełęczy Między Kopami, zrobiło się już dość chłodno i delikatnie zaczął prószyć śnieg, który został już z nami aż do końca wyprawy. Całkiem szybko udało nam się minąć Murowaniec i po jakichś 30 minutach dalszego spaceru dotarliśmy nad Czarny Staw Gąsienicowy.

Muszę przyznać, że widok był niesamowity - ciemna woda, tylko lekko w niektórych miejscach zmrożona, otoczona wysokimi czarno-białymi szczytami Zawratu, czy Kościelca robią naprawdę ogromne wrażenie. Wszystkim polecam tę trasę, naprawdę warto.






środa, 7 grudnia 2016

Himalaje - droga Manali - Leh

Cześć!
Czas na kolejny górski post, tym razem już zamykający serię himalajską.
Chciałem Wam pokazać kilka zdjęć z 2-dniowej drogi, którą pokonaliśmy, aby dostać się do Leh, które opisywałem kilka postów wcześniej.

Muszę przyznać, że była to chyba najbardziej spektakularna podróż drogowa, jaką miałem przyjemność odbyć. Kręta, górzysta i wąska droga ma około 480 kilometrów, a jej pokonanie zajmuje mniej więcej dwa dni, co wiąże się z koniecznością noclegu na wysokościach. W naszym wypadku nocować przyszło nam na około 4000 m n.p.n w parcianych namiotach. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, gdzie mieliśmy spać i wysiedliśmy z autobusu wszyscy stanęliśmy jak wryci. Nigdy nie spodziewałem się, że na niebie może być aż tyle gwiazd. Każdy z nas stał tak dobre kilka minut z głową odchyloną w górę i gapił się bez słowa w niebo.

Po, oględnie mówiąc, chłodnej nocy przyszedł ciężki poranek. Każdego z nas złapały lekkie objawy choroby wysokościowej - zawroty głowy, ścisk w żołądku i potężne wręcz zmęczenie - wystarczyło dosłownie kilka kroków, żeby dostać zadyszki. Taka wysokość, bez aklimatyzacji, zdecydowanie robi swoje.

Całą drogę siedzieliśmy przylepieni do okien i podziwiali widoki. Niekiedy naszą uwagę zwracały wraki ciężarówek w kilkusetmetrowych przepaściach. Droga, ze względu na swoją niezbyt imponującą szerokość, otwarta jest zawsze tylko w jednym kierunku - w konkretnych okresach można jechać do Leh a w innych, wracać do Manali. Należy też pamiętać, że można się nią poruszać, tylko w okresie od czerwca do października, z pozostałych miesiącach jest absolutnie zasypana śniegiem i nieprzejezdna.

Jeśli kiedykolwiek będziecie z Indiach i będziecie chcieli się dostać do Leh, nie idźcie na łatwiznę i nie lećcie samolotem. Ta droga jest zdecydowanie warta, żeby poświęcić jej trochę czasu i zrezygnować z komfortowej podróży samolotem!









wtorek, 29 listopada 2016

Srinagar - Kaszmir

"Przed chwila czytałem Wikipedie i nt. Srinagaru napisali - Niestety, poważną przeszkodą dla rozwoju turystyki w Srinagarze jest trwający konflikt i nieustające zagrożenie zamachami terrorystycznymi". Dzieciaki - uwazajcie!!!"

Taki był tekst wiadomości od mojego taty, kiedy zobaczył, gdzie jesteśmy.
Zmieniając wtedy nasz plan podróży i kierując się do Kaszmiru, postanowiliśmy nie mówić od razu naszym rodzicom, gdzie jedziemy i nie używać, kojarzącej się średnio bezpiecznie, nazwy regionu Kaszmir. Niestety Wikipedia nas wydała :)

Do Srinagaru, serca regionu Jammu&Kashmir dotarliśmy w pierwszym dniu Ramadanu. Po hinduistycznym Rajastanie i buddyjskim Ladakhu, wylądowaliśmy w regionie muzułmańskim, i to w najważniejszym dla tej religii czasie w roku.

Miasto poprzedzielane jest siecią kanałów, odchodzących od położonego w centralnej części jeziora Dal, na którym zakotwiczonych jest setki domów-łodzi. W jednym z nich mieliśmy okazję zamieszkać. W okolicy krajobrazy nadal górzyste, jednak już nie aż tak dominujące jak w himalajskim Leh. Na ulicach roi się od wojska, właściwie na każdym rogu stoją mili panowie z karabinami. Nawet wejście na pocztę wiąże się z kontrolą osobistą. Dopiero po naszym powrocie dowiedzieliśmy się, że w czasie naszego pobytu w mieście miał miejsce zamach terrorystyczny, w którym rannych zostało kilkanaście osób.

Rejon Kaszmiru jest też bardzo znany w całych Indiach z upraw orzechów włoskich oraz sadów z jabłoniami. Niestety nie byliśmy w stanie wytłumaczyć naszym hinduskim kolegom, że w Polsce takie drzewa ludzie mają w ogródkach a czasem to nawet rosną sobie takie samotne przy ulicy. Oni natomiast nie byli w stanie zrozumieć, dlaczego tak koniecznie chcemy robić zdjęcia pól ryżowych, skoro można je znaleźć na "każdym rogu" i nic w nich ciekawego. Takie momenty w podróżach są najciekawsze! :)













czwartek, 24 listopada 2016

Himalaje - Leh i okolice

Miało być kilka postów o Himalajach, więc będzie kolejny :)

Tym razem pokażę Wam Leh -  stolicę Ladakhu -  himalajskiego rejonu Indii.
Miasto położone jest na wysokości 3524m n.p.m., więc pierwsze dni w tym miejscu to nie lada wyzwanie. Nawet wejście na pierwsze piętro w restauracji kończy się zadyszką. Organizm nieprzyzwyczajony do wysokości potrzebuje kilku dni, żeby zacząć normalnie funkcjonować.
Jednak po upalnych tygodniach, spędzonych w ruchliwych i gorących miastach centralnych Indii, himalajski, chłodniejszy klimat dał nam sporo wytchnienia. Samo miasto jest naprawdę piękne - otoczone wysokimi szczytami, zbudowane w cieniu wielkiego pałacu (niegdyś domu rodziny królewskiej), zbudowanego na podobieństwo pałacu Potala w Lhasie - domu Dalai Lamy. Wszystkie drogi i budynki ozdobione są kolorowymi, typowymi dla buddyjskich rejonów, chorągiewkami.

W Leh, i jego okolicach spędziliśmy kilka dni, głównie odpoczywając od wielkomiejskiego szumu. Była to też dla nas świetna baza wypadowa do np. opisanego wcześniej Pangong Tso, czy na rafting po lodowcowej rzece Zanskar. Stąd też, po kilku dniach, tuż przed pierwszym dniem Ramadanu, udaliśmy się w dalszą podróż do Kaszmiru.







wtorek, 8 listopada 2016

Tatry - Dolina Pięciu Stawów

Ostatnio były Himajaje - tym razem polskie góry, ale obiecuję, że wrócę jeszcze do zdjęć z Małego Tybetu tak, jak obiecałem w poprzednim poście.

Nie jestem jakimś ogromnym fanem chodzenia po górach, jednak od czasu do czasu wybrać się na spacer mogę. Tym razem padło na Tatry - w piekny, słoneczny (na nizinach) kwietniowy weekend. Pogoda była taka nieskazitelna, jak na zdjęcich, niestety tylko momentami. Przez sporą część czasu szlismy w totalnej mgle, w której naprawdę mało co było wiadać. Wybraliśmy się do Doliny Pięciu Stawów - szlak standardowy, prosty i oklepany. No, przynajniej w lecie. Muszę przyznać, że wycieczka w gęstej, kwietniowej mgle i strome podejścia pokryte mokrym śniegiem do kolan, nie były dla nas zwykłym weekendowym spacerkiem.
Trochę się namęczyliśmy po drodze, ale wszystko wynagrodził nam widok u góry. Na jakieś 10 minut chmury zostały pod nami w dolinie, mgła zniknęła i otaczające nas szczyty nagle oświetliło piękne, ciepłe, wiosenne słońce.
Potem obowiązkowy żurek i pomidorowa w schronisku i droga w dół do Wodogrzmotów Mickiewicza, niestety już w totalnej mgle i z zacinającym nam prosto w twarze śniegiem.







wtorek, 1 listopada 2016

Himalaje - Pangong Tso

Chciałem dziś pokazać Wam zdjęcia z Himajajów. Miał być jeden wpis, ale tak bardzo nie mogłem się zdecydować które zdjęcia wybrać, że postanowiłem podzielić temat na kilka osobnych postów. Zatem zaczynam :)

Pangong Tso to miejsce niezwykłe - górskie jezioro, położone na wysokości około 4300m n.p.m., na granicy Indii i Chin. Na miejsce dojeżdżaliśmy z Leh - głównego miasta w indyjskiej części Himajajów. Droga, którą musieliśmy pokonać miała jakies 200km, ale niestety po górskich traktach nie da się poruszać zbyt szybko, więc zajęła nam ponad około 5 godzin. Nie mieliśmy jednak na co narzekać, ponieważ prowadziła przez kilka niesamowitych miejsc, jak na przykład Chang La (5360 m n.p.m.), która jest drugą co do wysokości drogą na świecie, po której mogą się poruszać samochody.
Jeśli nie planuje się noclegu w okolicy jeziora, trzeba się tam wybrać bardzo wczesnie rano, ponieważ codziennie, już koło południa droga dojazdowa jest odcinana przez wzbierajace potoki, płynące z okolicznych lodowców, ogrznych promieniami słonecznymi.

Samo jezioro, z turkusową wodą, otoczone wysokimi, skalistymi szczytami i cynamonowymi górami robi niesamowite wrażenie. Zdecydowanie jest to jedno z piękniejszych miejsc, jakie do tej pory miałem okazję zobaczyć.







niedziela, 23 października 2016

Odpoczynek w Toledo

- a chce nam się tam jechać?
- hmmm, no drogo trochę ten pociąg...
- no ale w sumie, co będziemy siedzieć kolejny dzień w Madycie?
- no dobra, to pojedźmy, zobaczymy... zawsze coś nowego.

I powiem Wam, że całe szczęście, że pojechaliśmy.

Po tygodniu spędzonym w największych hiszpańskich miastach (najpierw Barcelona, potem Madryt), małe Toledo było dobrym miejscem do chwilowego zwolnienia tempa. Muszę przyznac, że miasteczko jest niesamowicie urokliwe. Na otoczoną rzeką "wysepkę", na której znajduje się Toledo można dostać się tylko kilkoma mostami przerzuconymi nad wodą. Widok jest niesamowity - niewielki skalisty pagórek, a na nim mnóstwo małych i większych budowli skąpanych w słońcu. W samym miasteczku - spora różnica wzniesień, właściwie co kilkadziesiąt metrów schody, albo strome zejście w dół. Kręte, niesamowicie wąskie uliczki, kamienice z szarego kamienia, czerwona dachówka i elewacje ozdobione ceramicznymi kafelkami w najróżniejszych kolorach. To wszystko składa się na niesamowity klimat, jaki panuje w Toledo. A to wszystko zaledwie 30 minut jazdy pociągiem od Madrytu. Toledo nie można przegapić!








sobota, 1 października 2016

Taj Mahal

Dziś postanowiłem wrócić do Indii. W 2009 roku udało mi się spędzić około miesiąca, podróżując po północnej części tego kraju. Po przylocie do New Delhi właściwie od razu wsiedlismy w pociąg do Agry. Dlaczego właśnie Agra? Bo tam znajduje się Taj Mahal. Nie będę się rozpisywał o jego historii, bo w sumie każdy coś na ten temat słyszał. Napiszę za to, skąd pomysł, żeby się tam wybrać.

Jeszcze o tym nie wspominałelm, ale mam parę podróżniczych marzeń, które powstały w moim dziećiństwie. Skąd się brały? Najczęściej z wielkiego kalendarza, który wisiał w kuchni mojego rodzinnego domu. Każdy miesiąc przedstawiał jakieś nowe, odległe miejsce. Wtedy spoglądałem na kartki i marzyłem o tym, że uda mi się kiedyś choć kilka z tych miejsc zobaczyć. Kiedy dany miesiąc się kończył, wolno było mi wyrwać kartkę z kalendarza - wtedy zawsze wycinałem zdjęcie i wieszałem na szafie w moim pokoju. Własciwie całe pomieszczenie zaklejone było kolorywmi zdjęciami różnych miejsc. Na jednym z tych zdjeć był właśnie Taj Mahal. Kilka innych z tych marzeń już udało mi się spełnić, a sporo z nich jeszcze czeka na realizację.

Taj Mahal

Monumentalna brama wejściowa do Taj Mahal

Taj Mahal

Jedna z tysiąca hinduskich wycieczek, odwiedzających codziennie Taj Mahal

Tak swoją drogą, to początkowy pomysł był taki, żeby po drugiej stronie rzeki stanął identyczny budynek, tylko z czarnego kamienia. Ale ostatecznie władca został stracony, a pomysł przepadł. Tak sobie myślę, że z jednej storny mogłoby to fajnie wyglądać, ale z drugiej, być może Taj, nie byłby już tak wyjątkowy?

niedziela, 18 września 2016

Keukenhof

Tym razem pokażę Wam Amsterdam, a właściwie to Keukenhof - oddalony od stolicy Holandii o jakieś 40 kilometrów. Pierwszy raz zdjęcia z tego miejsca pokazał mi tata, rzucając przeźrocza na ekran w salonie naszego domu. Miałem wtedy kilka lat, ale nigdy nie zapomnę, jakie wrażenie zrobiły na mnie te obrazy. Już wtedy wiedziałem, że kiedyś tam pojadę. Keukenhof to miejsce jedyne w swoim rodzaju, ewenement na skalę co najmniej europejską, jeśli nie światową. Co roku sadzone jest tu ponad 7 milionów cebulek kwiatowych. Na 32 hektarach możemy podziwiać 800 gatunków tulipanów oraz setki gatunków innych kwiatów. Planując wycieczkę, trzeba pamiętać, że Keukenhof otwarty jest zaledwie przez kilka tygodni w roku. Kiedy więc okazało się, że wybieram się do Amsterdamu w kwietniu, nie mogłem sobie odmówić wizyty w tym niesamowitym miejscu. Jak teraz sobie o tym myślę, to nie jestem pewien czy cały wyjazd do Holandii nie był przypadkiem podyktowany właśnie chęcią zobaczenia Keukenhofu i to dlatego padło na kwiecień. Bogactwo kolorów, zapachów, szum wody i grająca gdzieniegdzie muzyka, gwarantują niezapomniane przeżycia.