wtorek, 29 listopada 2016

Srinagar - Kaszmir

"Przed chwila czytałem Wikipedie i nt. Srinagaru napisali - Niestety, poważną przeszkodą dla rozwoju turystyki w Srinagarze jest trwający konflikt i nieustające zagrożenie zamachami terrorystycznymi". Dzieciaki - uwazajcie!!!"

Taki był tekst wiadomości od mojego taty, kiedy zobaczył, gdzie jesteśmy.
Zmieniając wtedy nasz plan podróży i kierując się do Kaszmiru, postanowiliśmy nie mówić od razu naszym rodzicom, gdzie jedziemy i nie używać, kojarzącej się średnio bezpiecznie, nazwy regionu Kaszmir. Niestety Wikipedia nas wydała :)

Do Srinagaru, serca regionu Jammu&Kashmir dotarliśmy w pierwszym dniu Ramadanu. Po hinduistycznym Rajastanie i buddyjskim Ladakhu, wylądowaliśmy w regionie muzułmańskim, i to w najważniejszym dla tej religii czasie w roku.

Miasto poprzedzielane jest siecią kanałów, odchodzących od położonego w centralnej części jeziora Dal, na którym zakotwiczonych jest setki domów-łodzi. W jednym z nich mieliśmy okazję zamieszkać. W okolicy krajobrazy nadal górzyste, jednak już nie aż tak dominujące jak w himalajskim Leh. Na ulicach roi się od wojska, właściwie na każdym rogu stoją mili panowie z karabinami. Nawet wejście na pocztę wiąże się z kontrolą osobistą. Dopiero po naszym powrocie dowiedzieliśmy się, że w czasie naszego pobytu w mieście miał miejsce zamach terrorystyczny, w którym rannych zostało kilkanaście osób.

Rejon Kaszmiru jest też bardzo znany w całych Indiach z upraw orzechów włoskich oraz sadów z jabłoniami. Niestety nie byliśmy w stanie wytłumaczyć naszym hinduskim kolegom, że w Polsce takie drzewa ludzie mają w ogródkach a czasem to nawet rosną sobie takie samotne przy ulicy. Oni natomiast nie byli w stanie zrozumieć, dlaczego tak koniecznie chcemy robić zdjęcia pól ryżowych, skoro można je znaleźć na "każdym rogu" i nic w nich ciekawego. Takie momenty w podróżach są najciekawsze! :)













czwartek, 24 listopada 2016

Himalaje - Leh i okolice

Miało być kilka postów o Himalajach, więc będzie kolejny :)

Tym razem pokażę Wam Leh -  stolicę Ladakhu -  himalajskiego rejonu Indii.
Miasto położone jest na wysokości 3524m n.p.m., więc pierwsze dni w tym miejscu to nie lada wyzwanie. Nawet wejście na pierwsze piętro w restauracji kończy się zadyszką. Organizm nieprzyzwyczajony do wysokości potrzebuje kilku dni, żeby zacząć normalnie funkcjonować.
Jednak po upalnych tygodniach, spędzonych w ruchliwych i gorących miastach centralnych Indii, himalajski, chłodniejszy klimat dał nam sporo wytchnienia. Samo miasto jest naprawdę piękne - otoczone wysokimi szczytami, zbudowane w cieniu wielkiego pałacu (niegdyś domu rodziny królewskiej), zbudowanego na podobieństwo pałacu Potala w Lhasie - domu Dalai Lamy. Wszystkie drogi i budynki ozdobione są kolorowymi, typowymi dla buddyjskich rejonów, chorągiewkami.

W Leh, i jego okolicach spędziliśmy kilka dni, głównie odpoczywając od wielkomiejskiego szumu. Była to też dla nas świetna baza wypadowa do np. opisanego wcześniej Pangong Tso, czy na rafting po lodowcowej rzece Zanskar. Stąd też, po kilku dniach, tuż przed pierwszym dniem Ramadanu, udaliśmy się w dalszą podróż do Kaszmiru.







wtorek, 8 listopada 2016

Tatry - Dolina Pięciu Stawów

Ostatnio były Himajaje - tym razem polskie góry, ale obiecuję, że wrócę jeszcze do zdjęć z Małego Tybetu tak, jak obiecałem w poprzednim poście.

Nie jestem jakimś ogromnym fanem chodzenia po górach, jednak od czasu do czasu wybrać się na spacer mogę. Tym razem padło na Tatry - w piekny, słoneczny (na nizinach) kwietniowy weekend. Pogoda była taka nieskazitelna, jak na zdjęcich, niestety tylko momentami. Przez sporą część czasu szlismy w totalnej mgle, w której naprawdę mało co było wiadać. Wybraliśmy się do Doliny Pięciu Stawów - szlak standardowy, prosty i oklepany. No, przynajniej w lecie. Muszę przyznać, że wycieczka w gęstej, kwietniowej mgle i strome podejścia pokryte mokrym śniegiem do kolan, nie były dla nas zwykłym weekendowym spacerkiem.
Trochę się namęczyliśmy po drodze, ale wszystko wynagrodził nam widok u góry. Na jakieś 10 minut chmury zostały pod nami w dolinie, mgła zniknęła i otaczające nas szczyty nagle oświetliło piękne, ciepłe, wiosenne słońce.
Potem obowiązkowy żurek i pomidorowa w schronisku i droga w dół do Wodogrzmotów Mickiewicza, niestety już w totalnej mgle i z zacinającym nam prosto w twarze śniegiem.







wtorek, 1 listopada 2016

Himalaje - Pangong Tso

Chciałem dziś pokazać Wam zdjęcia z Himajajów. Miał być jeden wpis, ale tak bardzo nie mogłem się zdecydować które zdjęcia wybrać, że postanowiłem podzielić temat na kilka osobnych postów. Zatem zaczynam :)

Pangong Tso to miejsce niezwykłe - górskie jezioro, położone na wysokości około 4300m n.p.m., na granicy Indii i Chin. Na miejsce dojeżdżaliśmy z Leh - głównego miasta w indyjskiej części Himajajów. Droga, którą musieliśmy pokonać miała jakies 200km, ale niestety po górskich traktach nie da się poruszać zbyt szybko, więc zajęła nam ponad około 5 godzin. Nie mieliśmy jednak na co narzekać, ponieważ prowadziła przez kilka niesamowitych miejsc, jak na przykład Chang La (5360 m n.p.m.), która jest drugą co do wysokości drogą na świecie, po której mogą się poruszać samochody.
Jeśli nie planuje się noclegu w okolicy jeziora, trzeba się tam wybrać bardzo wczesnie rano, ponieważ codziennie, już koło południa droga dojazdowa jest odcinana przez wzbierajace potoki, płynące z okolicznych lodowców, ogrznych promieniami słonecznymi.

Samo jezioro, z turkusową wodą, otoczone wysokimi, skalistymi szczytami i cynamonowymi górami robi niesamowite wrażenie. Zdecydowanie jest to jedno z piękniejszych miejsc, jakie do tej pory miałem okazję zobaczyć.