wtorek, 24 stycznia 2017

Londyn w 12 godzin



W piątek po pracy Pendolino do Warszawy, obowiązkowa przy każdej wizycie w stolicy pizza w Mące i Wodzie na Chmielnej, a potem szybko do hotelu i kilka godzin snu (po drodze jeszcze równie obowiązkowy pączek w cukierni Pawłowicz, również na Chmielnej :)).

W sobotę wstaliśmy o 3 i tuż po 4 byliśmy już na lotnisku Chopina, żeby złapać porannego Wizzaira do Londynu. Po dwóch godzinach lotu, w bardzo przyjemnym Airbusie A321 wylądowaliśmy w podlondyńskim, słonecznym tego dnia Luton. 30 funtów i 45 minut później dojechaliśmy już na dworzec St. Pancras/King's Cross w centrum Londynu.

Nasz plan był dość napięty, aplikacja (wszystkim gorąco polecam Sygic Travel) pokazywała, że mamy 25h i 18 km zwiedzania :)



W planie mieliśmy:

  • Tower Bridge,
  • Katedrę Św. Pawła,
  • Millenium Bridge,
  • London Eye,
  • Pałac Westminsterski z Big Benem,
  • Westminster Abbey i Westminster Cathedral,
  • Victoria Station
  • Pałac Buckingham i The Mall,
  • Trafalgar Square z kolumną Nelsona,
  • Piccadilly Circus,
  • Oxford Street

Oczywiście nie zakładaliśmy dokładnego zwiedzania każdej atrakcji, postawiliśmy po prostu na spacer.

Z King's Cross wzięliśmy metro w okolice pierwszego "przystanku" czyli Tower Bridge. Muszę przyznać, że metro w Londynie działa fantastycznie, pociągi jeżdżą naprawdę co kilka minut (maksymalnie czekaliśmy chyba 4 minuty). Dodatkowo, nie trzeba kupować żadnych biletów, a przez bramkę przepuszcza zwykła karta płatnicza. Podróż w ramach pierwszej strefy (kilka przystanków z przesiadką) kosztowała ok. 20 PLN, więc nie jest najtaniej, ale da się to przełknąć 2 razy w ciągu dnia.

Pod Tower Bridge zaczęliśmy nasz spacer, który przebiegał z grubsza w takiej kolejności jak planowaliśmy. Ku naszemu zaskoczeniu, już około godziny 14 byliśmy "gotowi" ze zwiedzaniem i mogliśmy wybrać się na Fish&Chips :). Potem krótki spacer, piwo w typowym londyńskim pubie i powrót metrem na King's Cross. Stamtąd znów pociąg, autobus i dotarliśmy na lotnisko. W Warszawie wylądowaliśmy po północy i muszę przyznać, że po pobudce o 3, ciężko było nam już w samolocie wytrzymać nie zasypiając. Spędziliśmy prawie 24 godziny na nogach, które dość mocno weszły nam do tyłków, ale zdecydowanie było warto. Już myślę nad tym, dokąd jeszcze można wybrać się na taką jednodniówkę.

Poniżej przykładowe ceny i kilka zdjęć.

- bilety Wizzair Warszawa Chopin - Londyn Luton - 117 PLN (w dwie strony)
- pociąg z Luton do King's Cross - 139 PLN (w dwie strony)
- fish and chips - 84 PLN
- zestaw w McDonald's - 23 PLN (bardzo miła polska Pani manager nas obsługiwała :))
- Piwo w pubie - 25 PLN
- Kawa w Starbucksie - 16 PLN

Tower Bridge 



London Eye 

Kopuła Katedry św. Pawła z Millenium Bridge

Big Ben

"Stary i Nowy" Londyn w drodze na Victoria Station 



The Mall - droga prowadząca do Pałacu Buckingham
Pałac Buckingham

Trafalgar Square (protest kobiet przeciw Trumpowi :))

Chinatown


niedziela, 15 stycznia 2017

Wyspy Kanaryjskie II - Lanzarote

Czas na kolejny kanaryjski wpis.
Ostatnio wspominałem moje wakacje na Fuertaventurze. Dziś na tapecie będzie Lanzarote.

Lanzarote jest jeszcze mniejsza niż Fuertaventura i znajduje się jakieś 40 minut podróży promem na północny wschód od Corralejo, w północnej części Fuerty. Co ciekawe, na Lanzarote nie ma ani jednego źródła świeżej wody - cała woda pochodzi z odsalarni wody oceanicznej. Jest tu bardzo sucho, ale mimo to, wyspa słynie z upraw winorośli. Ze względu na warunki klimatyczne krzaczki uprawiane są w bardzo niestandardowy sposób - każda roślina posadzona jest w, wykopanym w wulkanicznym gruzie, dołku - takie położenie gwarantuje maksymalne wykorzystanie wody z porannej rosy.
Całą wyspę łatwo można objechać w jeden dzień samochodem - warto, ponieważ Lanzarote jest bardzo różnorodna. Od parku narodowego z którym kręcono Gwiezdne Wojny, w którym można podziwiać kratery wulkanów, przez zrobione przez lawę tunele wulkaniczne, aż do bajecznych zielonych jeziorek, czy wysokich "lawowych" klifów.
Nie jest to może miejsce w którym można aktywnie wypoczywać przez, powiedzmy, dwa tygodnie wakacji, chyba, że lubimy totalny relaks i plażowanie przez cały pobyt, niemniej jednak zdecydowanie warto tu wpaść, choćby na jeden dzień, bo widoki są niesamowite!











środa, 4 stycznia 2017

Wyspy Kanaryjskie I - Fuertaventura

Witam w Nowym Roku!

Z okazji tego, że za oknem zimno, zawiewa śniegiem, postanowiłem przenieść się na ciepłe Wyspy Kanaryjskie.
Miałem okazję odwiedzić ten rejon dwukrotnie - w 2012 i 2015 roku. Oba razy okolicach września. Jest to dobry termin ze względu na pogodę - jest ciepło, pogoda słoneczna, a silne, typowe dla sierpnia, wiatry powoli ustają. Czas dobry też ze względu na cenę - mniej więcej od połowy września wyjazdy na Kanary stają się tańsze niż w typowo wakacyjnych miesiącach.

Moją bazą wypadową było Corralejo, w północnej części Fuertaventury i to właśnie stamtąd udało mi się odwiedzić też pobliskie Lanzarote oraz malutką wyspę Lobos. O tych ostatnich jeszcze napiszę, a dziś skupię się na samej Fuertaventurze.

Wyspa jest stosunkowo niewielka - można ją objechać samochodem w jeden dzień. Jak wszystkie  Kanaryjskie, ma pochodzenie wulkaniczne, ale jest najbardziej piaszczystą w tym archipelagu. To za sprawą jej odległości od wybrzeża Afryki i silnych wiatrów, które przez lata przynosiły tu piasek prosto z Sahary.

Zdecydowanie warto zatrzymać się tu co najmniej na kilka dni i wybrać się w różne części wyspy. Na północy, w okolicach Corralejo znajdziemy Las Grandes Playas - rezerwat przyrody, chroniący szerokie piaszczyste plaże i rozległe wydmy. Na położonym na południ półwyspie Jandia - jeszcze szersze plaże, które ozdabiają większość okładek przewodników po Fuercie i są miejscem, w którym odbywają się Mistrzostwa Świata w Kitesurfingu. Na zachodzie - czarne wulkaniczne klify i plaże z ciemnym piaskiem, a w centralnej części urocze miasteczka i kilometry krętych górskich dróg.
Zdecydowanie jest to dobre miejsce na wakacyjny wypoczynek zarówno dla amatorów plażowania, jak i osób, które chcą podziwiać przyrodę, czy wspinać się po górach.

No i nie można zapomnieć o tym, że Fuertaventura słynie z hodowli kóz (i wszelkiego rodzaju okołokoziego przetwórstwa) i to właśnie zwierzątko jest jednym z oficjalnych symboli wyspy :).